May 23, 2013

holiday


 


Niby mówią, że jeśli dwa lata czegoś nie nosiliśmy to powinniśmy to wyrzucić, a ja uważam, ze jeśli coś jest w dobrym gatunku i pasuje do naszej figury oraz urody, należy to  trzymać (pod warunkiem, że ma się miejsce w szafie). Są rzeczy, które będziemy chcieli nosić jeden sezon, są rzeczy które lubimy nosić co sezon, a są rzeczy które przydają nam się np tylko na wakacjach. Nie widzę sensu kupowania nowej sterty ubrań przed każdym wyjazdem, bo po powrocie czy to w polskiej czy angielskiej pogodzie it tak nie będę ich nosić. Szczegónie angielskiej :) dlatego uważam, ze warto mieć kilka ubrań klasycznie wakacyjnych, w których dobrze się czujemy na plaży albo w upalnym mieście, gdzie nikt się nie przejmuje czy ma za duży brzuch czy nie :) oczywiście nie wyszłabym z gołym brzuchem na ulice w Warszawie czy Manchesterze, ale wakacje rządzą się swoimi prawami i to w nich lubię.
Większość urlopowych ubrań jak i kostium( który mam już chyba 10 lat a dopiero w zeszłym roku zdjęłam mętkę, bo wcześniej unikałam kostiumów jak ognia) schowałam już do szafy, i na pewno jeszcze nie raz je wyjmę, a póki co za oknem typowa angielska pogoda.



Wracając do tematu przechowywania ubrań: ja co jakiś czas, nie mieszcząc się już w swojej szafie ( plus w innych szafach w domu) cyklicznie co jakieś dwa miesiące robiłam przegląd, oddając, wymieniając lub wyrzucając rzeczy. Zawsze uważałam, że (pomijając klasyki typu marynarki, albo płaszcze) regularnie powinno się przeglądać rzeczy, i z reguły byłam zadowolona że się ich pozbyłam i tylko sporadycznie po jakimś czasie żałowałam. Myślę że jednak problem nie tkwi w trzymaniu lub wyrzucaniu rzeczy, ale w sposobie kupowania. Kiedyś kupowałam klasycznie (i te rzeczy wciąż mam), a potem - przez ostatni rok nastąpiła lekka kompulsywność. Nie za duża, bo i środków brak, ale i tak zbędna. Wiadomo, że łatwiej często kupić coś tanszego niz na raz wydać dużą sumę np na buty, ale to chyba jednak ma sens. Z drugiej strony lubię się zmieniać, lubię łączyć style. Z jeszcze innej strony zawsze podziwiałam ludzi z konsekwencją w ubiorze. Klasyka i minimalizm. Albo wieczne szaleństwo. Chociaż mimo wszystko wolę klasykę. Dawno od niej odeszłam, bo mając lat dwadzieścia brano mnie za dwudziestopięciolatkę. Natomiast teraz mając lat dwadzieścia pięć często proszą mnie o dowód. Nie wiem w którą stronę lepiej - pewnie w żadną:)
Rzecz w tym, żeby byc sobą, ubierać się w to co lubimy, w czym nam do twarzy, i w ubrania które pasują do naszej sylwetki. Oczywiście czasem smucę się, że nie mogę założyć czegoś super modnego bo nie pozwalają mi na to zbyt szerokie biodra lub jakiś inny mankament. I też oczywiście czasem ( a ostatnio zbyt często) popełnię błąd i kupię coś w stylu który lubię, ale który nie pasuję do mnie, i szybko i tak przestaję to nosić.


Ale też lubię szaleństwo. Więc jakoś muszę znaleźć sposób rzeczy klasykę połączyć z eksperymentami.
a tymczasem mało modne, za to słoneczne zdjęcia :)




3 comments:

  1. nice holiday wear! xxx haemeandrobecca.blogspot.com

    ReplyDelete
  2. Piękne, modne zdjęcia! :)
    Śliczna jesteś, ja też przeglądam szafy z ubraniami ale tylko co pół roku. Kupuję jak potrzebuję, ale jakościowo dobrze rzeczy w przyzwoitych cenach, co pozwala na zachowanie ich w stanie wręcz idealnym, dlatego wolę kupować mniej ale z rozwagą ;)

    ReplyDelete